niedziela, 19 marca 2017

Fenomen

Znacie Karolinę Szostak, prawda? Jeżeli nie, to przybliżę jej sylwetkę
- a uwierzcie to słowo ma tutaj znaczenie. Jest ona dziennikarką, a właściwie prezenterką pasma sportowego na Polsacie. Ale ostatnio zrobiła coś, co sprawiło, że znalazła się na wszystkich okładkach magazynów plotkarskich w Polsce,
 a mianowicie schudła. Brzmi banalnie, ale droga do idealnej sylwetki nie była taka prosta, jaką się może wydawać.
Ile znamy polskich celebrytek, które się odchudziły? Dużo. Kasia Zielińska, Anna Mucha, Anna Guzik, Dominika Gwit i oczywiście Karolina Szostak. Mogłabym jeszcze wymienić kilkanaście, ale nie chcę. Nie chcę, ponieważ wszystkie są takie same i idą taką samą drogą - drogą do nikąd. Jak wygląda schemat polskiego odchudzania w wydaniu celebrytek? Dokładnie tak:
- jestem mało znaną lub próbującą przypomnieć o sobie aktorką/celebrytką/prezenterką,
- w którymś momencie mam coś wspólnego z "Tańcem z gwizdami",
- chudnę,
- interesują się mną media,
- piszę książkę o mentalnej przemianie i nowym życiu oraz moim cudownym sposobie na chudnięcie.
Co dzisiaj robią trzy pierwsze wymienione przeze mnie? Nie wiem. Może jestem ignorantką, ale dawno ich nigdzie nie widziałam. I nie zrozumcie mnie źle, ja nie zauważam celebrytek tylko na ściankach i prezentacji nowych butów. Nie.
Chodzi mi tylko o zmarnowany potencjał.
Uważam, że każda z nich popełniła ogromy błąd wizerunkowy, idąc najprostszą drogą i wybierając najbardziej banalne rozwiązanie. Show-biznes jak każdy biznes, trzeba być w nim przedsiębiorczym, przewidującym i myślącym perspektywicznie.
I właśnie tutaj najbardziej rozczarowała mnie Karolina Szostak. Szczerze, darzyłam ją jakąś dozą sympatii. Niestety jak zobaczyłam okładkę jej książki
o odchudzaniu, to straciłam tę sympatię całkowicie.
Swoją drogą nadal nie rozumiem, co takiego jest w odchudzaniu, że winduje ono jakąkolwiek celebrytkę na szczyt popularności. Może to dlatego, że obsesja bycia szczupłym dosięga każdego i te kobiety są dla innych inpiracją. Nie wiem.
Po raz kolejny.
Karoliną zainteresowały się szerzej media po jej występie w "Tańcu z gwiazdami". Oczywiście zwróciła uwagę wszystkich swoją nietuzinkową sylwetką, gdyż nie miściła się ona w telewizyjnym kanonie piękna. Udzieliła wtedy kilku wywiadów, że dobrze czuje się w swojej skórze i kocha swoje ciało. Super. Oczywistym jest jednak, że kiedy trenuje się codziennie przez kilka godzin, prawie przez cały tydzień, to się chudnie. Dziennikarce ten proces zajął ponad rok. Ale udało się, po ciężkich treningach i wyrzeczeniach uzyskała wymarzoną sylwetkę. Oczywiście zaraz pojawiła sią na nowej okładce. I teraz mam pytanie. Jak to się ma do ciągłego podkreślania akceptowania własnego ciała, mówienia
o zdrowiu, przypadkowym schudnięciu? I do wachlowania się liściem sałaty na okładce książki o diecie cud?
Pewnie jej książkę kupią fanki lub kobiety pragnące przejść przemianę, które
po przejrzeniu i tak odłożą ją na półkę. Tylko co dalej? Karolina nie ma już możliwości przypomnienia o sobie w "Tzg". Poza tym, coraz częściej spotykam się z opinią, że jest "irytująca z tym swoim odchudzaniem". Sądzę, że przez następny rok będzie zapraszana na pokazy mody i prezentacje nowej biżuterii, ale nie zapisze się ona w świadomości ludzi. Dlaczego? Dlatego, że wybrała banał.

sobota, 18 marca 2017

Człowiek człowiekowi kim?

Od zawsze mnie zastanawia, gdzie są granice żartu. Oczywiście dla każdego
są zapewne inne, ale może jest jakaś średnia, którą można z nich wyciągnąć?
Pewnie nie, bo to coś kompletnie niemierzalnego.
Zaczęłam się nad tym problemem ostatnio więcej zastanawiać, z powodu Izabeli Kisio-Skorupy i Agnieszki Kotulanki. Ta pierwsza regularnie pojawia się
na plotkarskich stronach oraz fanpage'ach drwiących z polskiego show-biznesu.
Ta druga natomiast pojawia się na nich rzadko, ale jeżeli już to z przytupem.
I to mnie właśnie smuci.
Takie miejsca są dla rozrywki - to wiadomo. Sama je często odwiedzam.
Tylko, że jest różnica pomiędzy plotkowaniem a żerowaniem na ludzkim nieszczęściu.
Izabela Kisio-Skorupa to mama aktorki Oli Kisio. Przede wszystkim jest jednak aspirującą celebrytką wbijającą się bez zaproszenia na imprezy i pokazy oraz osobą niepochlebnie wyrażającą się o swojej córce, która nie utrzymuje z nią kontaktu. Niemniej jednak dla mnie to po prostu smutna persona
oraz osoba zagubiona w życiu, której poczynania śledzi obacnie na Facebooku ponad 9,5 tysiąca ludzi. Jej transmisje na żywo i posty z błędami ortograficznymi są szeroko komentowane w bardzo sarkastyczny sposób, z czego pewnie nawet
nie zdaje sobie sprawy.
Podobnie zagubioną osobą jest Agnieszka Kotulanka - jednak w tym wypadku
w grę wchodzi uzależnienie od akoholu. Dlaczego w grę? Bo dla paparazzi wyczekujących na nią, kiedy wychodzi z domu, musi być to nie lada uczta. Niedawno na Pudelku pojawiły się nowe zdjęcia, które skrzętnie dokumentują
jej wyprawę do sklepu po alkohol. I właśnie to mnie przeraża.
Wszyscy jesteśmy tylko ludźmi i mamy prawo do błędów. Nikt z nas nie jest krystalicznie czysty i idealny. Ale mimo to uwielbiamy potknięcia innych, prawda? Tylko jak to świdczy o nas, jako o ludziach? Niby komentarze pod artykułem o Kotulance są współczujące i mówiące, że Pudelek nie powinien czegoś takiego pokazywać. Niestety nie zmienia to faktu, że jest to najbardziej popualrny artykuł na ich stronie, znajdujący się w zestawieniu "ZDJĘCIA TYGODNIA". To pokazuje,że kochamy ludzkie upadki, błędy, podknięcia, a szczególnie załamania nerwowe. A szkoda, bo to jest objawem naszego okrucieństwa, a często próby rekompensaty własnych porażek.
Może spróbujmy przestać klikać w te rzeczy? Im mniej będziemy to robić, tym mniejszy będzie na nie popyt.

Nie aż tak poważnie

Lubię show-biznes - w każdym wydaniu. Tym stylowym, inspirującym i tym
żenująco-paździerzowym. Interesuje mnie to, nawet bardzo. Oprócz tego kocham szeroko pojętą kulturę i jej wytwory. Będę opisywać tutaj to, co mnie zachwyca i to, co mnie przeraża bądź smuci. Tylko ja i moje przemyślenia.